Mimozami jesień się zaczyna. Złotawa, krucha i miła. To ty, to ty jesteś ta dziewczyna. Która do mnie na ulicę wychodziła. Od twoich listów pachniało w sieni. Gdym wracał zdyszany ze szkoły. A po ulicach w lekkiej jesieni. Fruwały za mną jasne anioły. Mimozami zwiędłość przypomina.
Na początku nazywał ją „panną Stefą”. Potem, przez lata wspólnego życia znajdował zabawne i czułe odmiany jej imienia. Pisał: „najmilsza Stefusiu, Stefulinko, Stefurku, Stefeczko przepiękna, Fifciu moja!” W jednym z listów wyznawał: „czym ja byłbym bez Ciebie? Od dziesięciu lat mam jedno zajęcie: staram się (mówiąc dość płytko) podobać się Tobie. Dlatego się uczyłem, dlatego czytałem, dlatego rozdmuchiwałem w sobie iskierkę poetycką, dlatego dbałem o zdrowie, dlatego kultywowałem w sobie dobro – i wszystko w ogóle dlatego. Dla Ciebie.” Miłość Juliana Tuwima do jego żony Stefanii przeszła do legendy. Czy naprawdę byli szczęśliwi, jak wyglądało ich życie? Urszula i Tomasz Kujawski: „Mamy za sobą wiele zakrętów, ale na szczęście udało nam się pozbierać” Julian Tuwim: miłość Ci wszystko wybaczy Przez całe życie Julian Tuwim adorował żonę i zabiegał o jej względy, chociaż to on był gwiazdą. Był niesamowicie popularnym i uznanym poetą, właściwie od chwili debiutu, tomikiem „Czyhanie na Boga” w 1918 roku. Marian Hemar uważał go za geniusza „nie z tego świata”. Pisywali razem do przedwojennych kabaretów, co dawało sławę i pieniądze. To Julian Tuwim jest autorem słów wielkiego przyboju „Miłość Ci wszystko wybaczy” oraz piosenki „Trudno” – Jak człowiek zakochany/to chodzi jak pijany/I nie poradzisz nic”. Słynny „Grande valse brillant” Ewy Demarczyk, czy „Wspomnienie” śpiewane przez Czesława Niemena to też Tuwim. Kto z nas nie słuchał „Mimozami jesień się zaczyna...” I wiersze dla dzieci: „Lokomotywa”, „Okulary” czy analizowany niedawno pod kątem rasistowskich wypaczeń „Murzynek Bambo”. Miał fantastyczne wyczucie języka, to on ukuł zwrot „ojczyzna-polszczyzna", mówiono, że słowa kocha seksualną wprost miłością. Oczywiście Julian Tuwim to jeszcze o wiele wiele więcej, ale nie ma tu sensu analizować jego twórczości. Stefania była w tym związku opiekuńczym aniołem, kapłanką domowego ogniska, muzą. „Ave Stefania, gratiae plena!” pisał poeta w jednym z wierszy o żonie. Zobacz też: Zakochani raz i na zawsze: Stanisław Lem i jego żona Barbara. O tej miłości mogłaby powstać piękna powieść Fot. Stefania Tuwimowa uchodziła za piękność, zdjęcie z 1922 roku, trzy lata po ślubie z Tuwimem. Fot. MUZEUM LITERATURY/EAST NEWS Julian Tuwim i Stefania Marchwówna: historia miłości Poznali się na Piotrkowskiej w Łodzi, w 1912 roku. Zobaczył ją w dorożce, podobno jego kolega zaaranżował spotkanie. Tuwim zakochał się bez pamięci. Mieli wtedy oboje po 17 lat. Po latach żartował, że miłość od pierwszego wejrzenia to oszczędność czasu – jedno spojrzenie i już wiadomo, z kim chce się spędzić życie. Dziwił się sile tego uczucie, bo jak pisał „panniarz” był z niego straszny. Urodził się 13 września 1894 roku w Łodzi w mieszczańskiej rodzinie zasymilowanych Żydów. Podwójna tożsamość prześladowała go przez całe życie. Przedwojenni prawicowcy pisali, że nie jest polskim poetą, tylko pisze w języku polskim. Jan Rembieliński w „Myśli Narodowej" namawiał go, żeby włożył chałat i zapuścił pejsy. Tuwim odpisał, że zrobi to tego samego dnia, gdy Rembieliński pojawi się na ulicy w żupanie i kontuszu (cytuję za Z kolei Żydzi uważali go za zdrajcę, on sam przed wojną nie czuł szczególnego związku z kulturą żydowską. Potrafił ją wyśmiewać na granicy antysemityzmu. Zmieniło się to dopiero podczas holokaustu. Zobacz też: Olena Leonenko-Głowacka o Januszu Głowackim: „Cały czas jest ze mną, czuję go… Moja miłość trwa” Ładny chłopiec, ale wyklęty? Był ładnym chłopcem, ale miał na policzku znamię tzw. myszkę. Matka poety - Adela Tuwimowa – widziała w tym znamieniu syna przekleństwo. Jeździła do Warszawy i Berlina, żeby go operować. Biegała do cyganki, żeby „odczarowała” jej dziecko. Mały Julek przejmował lęki matki, jeśli skaza była dla niego obciążeniem, reakcja jego mamy zrobiła z tego dziecięcą traumę. Julek nie lubił szkoły (repetował szóstą klasę), nie chciał wychodzić na spacery, bojąc się szyderstw i obelg. Może z tych przeżyć związanych z „plamą na twarzy" zrodziła się potem jego ciężka agorafobia, czyli lęk przed otwartą przestrzenią. Już jako dorosły człowiek zamykał się w mieszkaniu, miał takie tygodnie, że poruszał się po mieście jedynie taksówkami i tylko z żoną u boku. W Warszawie studiował prawo i polonistykę, ale tylko rok. W 1916 roku przystąpił do poetyckiej grupy Skamander i słynnej później kawiarni „Pod Pikadorem”. Stefania Marchwówna urodziła się w Tomaszowie Mazowieckim w tym samym roku, co Tuwim i podobnie jak on pochodziła z rodziny zasymilowanych Żydów. Spotykali się na wakacjach w Inowłodzu, który leżał niedaleko Tomaszowa. W wierszu „Przy okrągłym stole” Tuwim po latach pisał: „a może byśmy tak Najmilsza/wpadli na dzień do Tomaszowa/może tam jeszcze zmierzchem złotym/ta sama cisza trwa wrześniowa". Wszyscy pewnie znają te słowa z piosenki „Tomaszów" w wykonaniu Ewy Demarczyk. Przez długi czas ich znajomość rozwijała się głównie w listach. Tuwim dopytywał w jednym z nich: „Stefciu, chciałbym wiedzieć, czy jeszcze ... sy-mpa-ty-zu-jesz ze mną, czy mnie jeszcze lubisz? Może Cię już wynudziłem do non plus ultra?” Czytaj także: Halina Rowicka i Krzysztof Kalczyński byli małżeństwem przez 46 lat... Afrodyty i Wenusy mogły Stefanii buty sznurować Początki nie były łatwe, Tuwim zabiegał o rękę ukochanej siedem lat. Przeżywał radości i załamania, do głosu dochodziły kompleksy z powodu myszki „co mu całe życie struła”. Rozpaczał, że Stefa uważa go za egoistę, który myśli tylko o sobie i stoi na drodze do jej szczęścia. „Po pięciu latach wyładowywania całej swojej energii dla Niej! Stracony”. Wszyscy znajomi wiedzieli, że nawet nie ma co go podrywać. Bo myśli tylko o jednej dziewczynie. Stefania mogła się podobać. Miała delikatną twarz, bujne ciemne włosy, zielone oczy, pod pięknymi, idealnie ułożonymi brwiami. Była zgrabna, szykowna. Pisarka Izabela Czajka-Stachowicz pisała nieco afektowanie, że „wszystkie Afrodyty, Wenusy i inne wzory piękności niewarte jej były sznurowadeł zawiązywać”. Portretowł ją sam Witkacy. Fot. Julian Tuwim zawsze fotografował się z prawej strony, żeby nie widac było jego „plamy na twarzy". Miał na jej punkcie straszny kompleks. Fot. WOJCIECH KRYŃSKI/FORUM Nie wszyscy jednak ten podziw podzielali. Magdalena Samozwaniec pisała: „Tuwim jest zakochany w Stefci i z tej swojej wielkiej miłości dla żadnej innej kobiety nie zrezygnuje, chociaż nie bez trudu ukochaną Stefcię zdobywa. (...) Rzeczywiście, bardzo ładna, o dużych trochę lalkowatych, zielonkawych oczach, elegancka, zgrabna. Ale... zanadto dystyngowana, dociągnięta, zasznurowana. Tuwim przy niej jak płomień koło spokojnie płynącej wody. (...) Może właśnie swoim chłodem i głębokim przekonaniem, że jej się to najsłuszniej należy, potrafiła miłość jego utrzymać do końca”. Irena Krzywicka uważała, że żona Tuwima jest zimna, małomówna i wiecznie zajęta swoją urodą. Królewna z bajki i „chłopiec z Łodzi" Stefania i Julian pobrali się 30 kwietnia 1919 roku. Ślub odbył się w łódzkiej Synagodze przy ulicy Kościuszki. Jarosław Iwaszkiewicz wspominał, że „ona była jak królewna z bajki, a on nieprzytomny ze szczęścia". Kilka lat po ślubie Tuwim napisał w liście do żony: „ale pomyśl, złotowłosa moja córeczko, jak było siedem lat temu, kiedy zdecydowałaś się wyjść za mnie. Byłem niczym. Raczej czymś ujemnym, niepewnym, niepokojącym. Bez pieniędzy, bez „imienia”, z całą furą defektów. I oto takiemu „chłopcu z Łodzi” oddałaś cudowne, słodkie, kwitnące życie swoje!” Młodzi państwo Tuwimowie zamieszkali w Warszawie przy Królewskiej, u wuja Tuwima, a po kilku miesiącach wynajęli czteropokojowe mieszkanie na Chłodnej, gdzie mieszkali przez kolejnych 10 lat. Postanowili, że dzieci mieć nie będą. A właściwie postanowił tak poeta z…miłości do żony. Bał się, żeby w czasie porodu coś jej się złego nie przytrafiło. Żyli życiem przedwojennej elity, bywali w znanych warszawskich lokalach: Adrii, Ziemiańskiej, Oazie. Tuwim był wszędzie pożądanym gościem - inteligentny, błyskotliwy, niesamowicie dowcipny. W przypadku Stefanii uwagę zwracał jej chłód i rodzaj wyniosłej arogancji, gdy mówiła na przykład: „ja wierszy Julka nie czytam”. Czy byli sobie wierni? Tuwim miał jednak ogromne powodzenie, sam mówił o wierności, że „jest czymś w rodzaju swędzenia z zakazem drapania”. Podobno miał romans z aktorką Leną Żelichowską, a jego żona z pięknym adiutantem Piłsudskiego Bolesławem Wieniawą-Długoszowskim. Ale pozostało to w sferze plotek. Julian Tuwim wszystko żonie wybaczał, sam nie był łatwy Tuwim miał dla żony miękkie serce, wszystko jej wybaczał, także rozrzutność. Trochę się zżymał, że wydaje za wiele, ale szybko obiecywał, że dośle pieniądze. Stefania do swej dyspozycji miała szofera i limuzynę. Na złośliwe żarciki z prozaicznego nazwiska panieńskiego żony: Marchew, Tuwim odpowiadał, wymawiając je z francuska: „Marszef”. On sam nie był łatwym partnerem: miał depresję, chorował na nerwicę lękową, na serce, na owrzodzenie żołądka. Ataki antysemickie potęgowały jego agorafobię, potrafił tygodniami nie wychodzić z mieszkania. Ciążyły nad nim zaburzenia psychiczne matki, która po śmierci męża próbowała popełnić samobójstwo, leczyła się w zakładzie psychiatrycznym w Otwocku. Dużo pił. Także po wojnie, kiedy lekarze zabraniali mu jakiegokolwiek alkoholu. Pił z poetą Romanem Brandstaetterem „na chwałę Wieczności”. Pytał go: „co słychać u Pana Boga?". I mówił, że wódkę pod zakąskę zamawiają tylko niemowlęta. Zobacz też: Maja Wachowiak była gotowa rzucić wszystko dla Gustawa Holoubka. Ich huczny ślub wszedł do literatury Fot. Julian Tuwim z córką Ewą, w ogrodzie willi w Aninie, 1949 rok. Fot. MUZEUM LITERATURY/EAST NEWS Stefania i Julian Tuwimowie: ucieczka podczas wojny i powrót do ojczyzny Wojna skazała Tuwimów na tułaczkę, oboje dobrze wiedzieli, co czeka ich w okupowanej Polsce. W 1939 roku Stefania i Julian Tuwimowie spakowali walizki i ruszyli do Rumunii. Przekraczając granicę Tuwim zerwał liść, by zabrać ze sobą ostatni ślad ojczyzny. Kopertę, do której go włożył, podpisał: liść z ostatniego drzewa na granicy polsko-rumuńskiej, 17 IX 1939 roku. Zamieszkali w Paryżu, przy ulicy Luis Codet w siódmej dzielnicy. W gościnę przyjęła ich emigrantka z Rosji, Wiera Klaczkin. Opowiadała, że żona Tuwima wspaniale gotowała, ale w przeciwieństwie do poety, który zapraszał na kolację i miał mnóstwo wdzięku, była zawsze milcząca i nieprzyjazna. W Paryżu Tuwim nie czuł się najlepiej, nie pisał. Wigor odzyskał dopiero w Brazylii, a potem w USA, gdzie powstały wspaniałe „Kwiaty polskie”. Stefania Tuwim bardzo się sprawdziła w czasie tej podróży-wygnania, wspierała męża, opiekowała się nim. W 1946 roku małżonkowie zdecydowali się wrócić do Polski. Dostali tu wszystko, o czym można zamarzyć: willę w Aninie, samochody. Ale wielu przyjaciół odwróciło się od nich mając żal, że wielki poeta autoryzuje komunistyczną władzę. Czy byli w powojennej Polsce szczęśliwi? Julian Tuwim jako poeta pewnie nie, bo niczego istotnego już nie napisał, tylko raczej okolicznościowe wiersze. Ale jako parze wiodło im się dobrze. Adoptowali dziewczynkę – Ewę, być może jednak marzyli o dziecku, na pewno chcieli, by kolejne dziecko osierocone w czasie wojny znalazło dom. Córka pojawiła się w ich domu, mając 5 lat. Byli dla niej ciepłymi, czułymi rodzicami. Ewa Tuwim-Woźniak mieszkała w Szwecji, Hiszpanii, Polsce, od lat zajmuje się działalnością filantropijną na rzecz dzieci, kultywuje pamięć po ojcu i ciotce, wielkiej tłumaczce Irenie Tuwim. Julian Tuwim zmarł, gdy miała 59 lat. W grudniu 1953 roku rodzina pojechała do Zakopanego. Spotkali tam przyjaciół poety. Tuwim spędzał z nimi przedpołudnia przy „tycim" kieliszku wódki w „Jędrusiu" albo „Kmicicu". Nie dawał się namówić na żadne dłuższe spacery. Gdy raz żonie udało się go wyciągnąć do Doliny Kościeliskiej, wyszedł na chwilę z samochodu, rozejrzał się i zarządził odwrót. „Tylko z okna knajpy cenię widoki" - miał powiedzieć. Zobacz też: Wiesław Gołas: „Wilk” torturowany przez gestapo. Teatr był dla niego jak powietrze Fot. Julian Tuwim z żoną Stefanią, Warszawa 1946 PAP Żona przeżyła go o niemal 40 lat Około godziny trzeciej źle się poczuł, Stefania zawołała ludzi na ratunek, przyjechało pogotowie, ale poeta zmarł na wylew. Ostatnie zdanie, które zapisał, brzmiało: „dla oszczędności polecam zgaście światłość wiekuistą, gdyby mi miała kiedyś zaświecić”. Pochowano go na warszawskich Powązkach. Stefania przeżyła męża o blisko 40 lat. Zmarła w 1991 roku. Sprzedała willę w Aninie, zamieszkała blisko córki w Alei Wyzwolenia w Warszawie, cieszyła się jej rodziną. Nigdy nie mówiła publicznie o Julianie Tuwimie, nie kultywowała pamięci o nim, jak żony innych poetów, np. Janina Broniewska. Nie uczestniczyła w publicznym życiu. Pisząc tekst korzystałam z książki Mairusza Urbanka „Tuwim. Wylękniony bluźnierca", wydawnictwo Iskry, 2004.
Co tam barszcze i rdestowce! Jak Polska długa i szeroko ciągną się wielkie łany nawłoci. Nawłoć. Mimozami jesień się zaczyna, złotawa, krucha i miła. O mimozie pisał Julian Tuwim, zaś kolejny artysta Czesław Niemen unieśmiertelnił ją w kultowym, nostalgicznym utworze. Obydwaj byli w błędzie. Owa mimoza mimozą nie jest.

17. ”MIMOZAMI JESIEŃ SIĘ ZACZYNA , ZŁOTAWA, KRUCHA I MILA. TO TY JESTEŚ TA DZIEWCZYNA, KTÓRA DO MNIE NA ULICE WYCHODZIŁA’’ Julian Tuwim, „Wspomnienie” tomik wierszy 1921 w zbiorze „Siódma jesień” Przecudownie zaśpiewana przez Czesława Niemena przy wspaniałym akompaniamencie i subtelnym głosem chórku. MIMOZAMI JESIEŃ SIĘ ZACZYNA.... Jesień się zaczyna. Pierwszego września meteorologiczna. A co to mimoza będzie na końcu- bo nie każdy wie o czym pisał J. Tuwim (oprócz Mickiewicza i Brzechwy jeden z moich ulubionych , Mickiewicz za niepowtarzalna wybitna twórczość, a Brzechwa za Pchle Szachrajkę J). Jaki romantyzm w tych słowach i w tej muzyce. Wprowadza niezły klimacik. Uwielbiałam słuchać tej piosenki (w wykonaniu Męskiego Grania tez jest niezła) i uwielbiam te porę roku. A za co? Najbardziej za wrzosy, których naprawdę już oczekuje w końcówce września. Ale jeszcze... Za słoneczniki. Za powietrze. Za grzyby. Za cudowny las o tej porze roku. Za cukinie, dynie, kabaczek, pomidory jesienne, za jabłka w tysiącach odmian i za wspaniale odmiany ziemnioli. Za astry i chryzantemy. Za Dzień Wszystkich Świętych. Za kasztany i żołędzie. A przede wszystkim za kolory. Takie lśniące w jesiennym słońcu. Takie niepowtarzalne. A wręcz nie realistyczne. Za ten inny klimat. Za cudownie orzeźwiające powietrze. Za magiczne mgły (czyż one nie są cudowne?). Za szarówkę. Za szarugę. Za nieprawdopodobne liście, które spadają bardzo obficie i jest kolorowo. Za barwy drzew. Itp. Itd. Etc. Czy można tyle napisać o innej porze roku? Spadają liście obficie i i jest kolorowo... Spadają liście ale nie po to żeby je sprzątać- mam na myśli wyrzucać do śmieci. I palić! To jest jest nieprawdopodobne niszczenie natury. Dziwne? Bo cały czas paliliśmy? No własnie. Paliliśmy i mamy co mamy, ze niektóre odmiany drzew, roślin, krzaków i krzewinek giną. Bezpowrotnie. I nie tylko one. CZYM SA LIŚCIE? W przyrodzie ( co zawsze podkreślam) nic nie dzieje się bez przyczyny. I nic nie jest przypadkiem. Czym są liście na drzewie i po co- każdy wie. Ale po co liście opadają- chyba nie każdy, z tego co sadze. Nie chce rozprawiać o całym procesie tzw. obumarcia liścia. I to tez jest nie bez przyczyny. Ale czy zauważyliście jakie są ich kolory? Czy nie przypomina Wam kolorów militarnych? Jedna teoria jest taka, ze kolory jesienne odstraszają szkodniki np. typu mszyce. A druga, ze liście są odpowiedzialne za funkcje życiowe drzewa i ono własnie chce udać się na spoczynek zrzucając je z siebie a one przybierają kolory obumarcia. A wiec widok łysych drzew wzbudza w nas smutek- a one są po prostu teraz uśpione. A nawet otulone. I odpoczywają. Jedyne co je je w tym czasie to jemioła. Drzewa odpoczywają a liście nie umarły ze swoimi funkcjami- nic bardziej mylnego! One zaczęły druga fazę swojej egzystencji. Teraz one nawadniają korzenie (które tworzą życie z innymi elementami roślin). Teraz one dają im wszystkie -nazwijmy to- witaminy do przetrwania zimy. Nazywamy to naturalnym kompostem. Ochraniają przed mrozem. Otulają je swoim ciepłem. I tak przygotowane drzewo (lub inna roślinę) do wegetacyjnej zimy, przygotowuje się do życia na wiosnę. Ja wiem, ze one stanowią ogromny problem, jeśli patrzy się na ich ilość. Ale nie wolno, pod żadnym pozorem ich palić!!!! Mało, ze są cala immunologia i witaminizacja dla roślin- są również schronieniem na zimne noce dla zwierzątek i owadów. Są również spiżarka dla nich. Dlaczego my to palimy? Ja nie przypominam sobie, żeby mój dziadek je palił na jesień. Palił porostu śmieci i gałęzie (nie wspomnę, ze najpierw były kiełbaski a potem wrzucaliśmy ziemniole). Ale zawsze powtarzał, ze teraz zostawiamy domek dla jeży i wiewiórek. I były tez domkiem dla naszych róż. Oczywiście jest to również domek dla różnych gryzoni. Jeśli nie maja wystarczających warunków do życia na zewnątrz- wtedy właśnie szukają schronienia w naszych domach. A w liściach znajda również coś do pochrupania jest bardzo proste. A my-ludzie- dokładnie robimy to samo. Tylko wtedy to już jest tzw. wojna. Szukanie innego terenu dla człowieka. Nie będę o tym pisać, bo jest zbyt okrutne porównywać zwierzęta, które tak naprawdę nic strasznego nam w domu nie robią. Oprócz pogryzienia czegoś. A oprócz wiewiórek, nufaczkow (jeżyków) i gryzoni, które zaczynają nam przypominać się po letniej nieobecności, jeszcze jest ktoś. Taki ktoś, co wzbudzą we mnie rożne uczucia. Taki ktoś, kto sobie lubi wchodzić o tej porze roku do naszego domku zupełnie nie proszony a wręcz kiedy widzę owego osobnika to witam go wrzaskiem (na pewno nie z radości). PAJĄK. I jego babie lato. Nie chce przytaczać slow, które wypowiadam kiedy w lesie szukając cudnych prawdziwków- nagle moja twarz ogarnia pajęczyna. Pewnie wszystkie grzyby wokół mnie słyszą moje słowa szeptane (przesadziłam) po tym wydarzeniu- bo później nie mogę znaleźć ni grzyba! Za to pająki na mojej twarzy- tak! Bleeeeee!!! Fuuuuu!!! Jak zauważyłyście, uwielbiam wszystkie zwierzęta- ale nie te, które maja więcej niż cztery nogi! (wyjątkiem są takie fajne glizduszki- zielone w kropki i tak czarna puchata, to jakieś larwy motyla ale są czadowe:) Ale babie lato jest niesamowitym zjawiskiem- musicie przyznać. A najbardziej podoba mi się pajęczyna z kroplami rosy. Lecące pajęcze nitki niosą ze sobą mnóstwo młodych pająków i dzięki temu one sobie wędrują i się rozprzestrzeniają. Do nitek potrafią się przykleić różności- jak np. nasionka różnych roślin i dzięki temu samosiejki wędrują po różnych terenach z właścicielami tychże pajęczyn. . Nie wiem czy wiecie, ze nić pajęcza ma niesamowite właściwości. Jest cienka jak włos a mocniejsza niż stal. Nie rozpuszcza się w wodzie i jest lekka, elastyczna, nie alergizującą. W ludzkich laboratoriach nie do podrobienia- odtworzenie tego materiału jak na razie jest nie możliwe. I tylko mam nadzieje, ze nie męczą tam pająków. I niech tak zostanie, niech ten człowiek będzie z daleka i niech zwierząt do laboratorium nie bierze- one się o to nie proszą! Samych pająków nie darzę jakąś sympatia (powiem więcej- nie jestem fanka ich urody!) ale- nie zabijać bo to tez stworzenie boże i po coś tu na ziemi jest. Skoro weszłyśmy do lasu.... GRZYBY! Sezon na grzyby w pełni. Już widziałam piękne zdjęcia u moich znajomych w mediach społecznościowych. Cudowne zbiory, różnorodność rodzai- no żyć nie umierać! Uwielbiam je zbierać ale i czyścic, marynować, smażyć, dusić, robić zupkę i na końcu konsumować. Czyli zasługuje na nazwę grzybiary 10 na 10. Preferuje marynowane ale bardzo lubię duszone w sosiku tez. Poczyszczone, wymoczone i pokrojone obgotowuje ze trzy razy (bardzo krotko). Zalewam woda tak, aby je przykryć bo i tak się ich ilość zmniejszy. Na patelni obsmażam pokrojona w kostkę cebulkę i dorzucam do grzybków. Do garnuszka dodaje odrobinę cukru, soli, pieprzu, liść laurowy, ziele angielskie i (nie byłabym sobą) parę goździków oraz kostka warzywna. Do tego robię pure z ziemniaczków. Do wszystkich potraw z grzybów uwielbiam pure ziemniaczane. Do zupki tez. W wywarze jest: seler, pokrojony w plastry por i marchewka. Sol, pieprz etc. –jak powyżej. Kiedy warzywka są miękkie wrzucam grzyby. I już. Rosół grzybowy jest gotowy. Ale tez bardzo lubię smażone na chrupko. Musza to być zdrowe, twarde i duże grzyby. Kroje je wzdłuż i wrzucam na rozgrzany olej (temperatura nie może być bardzo wysoka). Smażę dość krotko z jednej i z drugiej strony. Na talerzu przygotowuje pure i na nie kładę usmażona w piórka cebule a na cebule grzyby. Ja nie sole ani nie pieprze- dopiero wtedy czujemy prawdziwy walor smakowy grzyba. Natomiast marynowane potrafię otworzyć i zjeść cały słoik na jedno posiedzenie. Obgotowuje ich (jak do zupki lub sosu) trzy razy. W słoiku na nie czeka: plasterek marchewki, cebulki, trzy ziela, trzy ziarna pieprzu, dwa liście laurowe i kilka ziaren gorczycy białej. Marynatę przygotowuje w skali jeden na trzy (jedna szklanka octu na trzy wody). Gotuje z sola i cukrem. Gorące po zagotowaniu grzyby wrzucam do słoika zalewam gorącą marynata, zakręcam słoik i stawiam do góry nogami. Możemy tez zrobić grzyby korzenne (uwielbiam!). Do słoika dodajemy cztery goździki, jeden kardamon, odrobinę zetrzeć gałki muszkatołowej i odrobina laski cynamonu. Przed zamknięciem wlewamy krople (nie więcej!) oliwy. I będzie smacznie. Ale ja myślę, ze grzyb (oprócz walorów smakowych) jest niedoceniony jako produkt -nazwijmy nie ładnie- spożywczy. Grzyb jest leśnym mięsem. Dużo zwierząt w lesie, traktuje go nie tylko jako przysmak ale jako pożywny element ich diety. Składają się w 70-90 % z wody a reszta to białko. Bogate są w cenny błonnik, który jest dość ważny w perystaltyce jelit. Ogólnie mówiąc stosuje się ich tez w terapii nowotworowej. Są tam zdrowe tłuszcze jakże potrzebne w naszym organizmie i cukry proste. Są źródłem białka. Witaminy, minerały? Wyobraźcie sobie, ze tak! Głownie potas ale i: żelazo, wapn, fosfor, jod, selen, sole magnezu, B1, B2, B3. A co z tak bardzo sprawiającymi nam radość borowikami? Oprócz tego, ze ich widok z radości wyzwala nam endorfiny szczęśliwości to w środku możemy znaleźć obficie D2 i niedużo C, B12, E. Tak przy okazji te zdrowe duże okazy nadają się wspaniale do smażonego grzyba na ciekawostkę podam, ze renifery -aby przetrwać zimę- wygrzebują spod śniegu grzybki i się nimi zajadają. A dlaczego pomagają im przetrwać te mrozy? A bo są "halucynkami" i się im robi lepiej. Także, są usprawiedliwione. Ale Wy nie próbujcie! Możecie być przekonane, ze kiedy dawno temu zaczęłam zgłębiać tajniki pt. „co jest w środku grzyba”- to byłam tymi wiadomościami oszołomiona. Oczywiście grzyby suszone zachowują swoje wartości. A do gotowania musza być zalane zimna woda. A najważniejsza rzeczą dla nas jest to, ze są bardzo nisko kaloryczne:) Zaczynam pic pokrzywę, którą zbierałam w lato. Piłam ja przez jesień i zimę w tym roku i jestem ogromnie zadowolona, ze moje kostki ani razu nie były spuchnięte tego lata. Popijam sobie również mięte z korzeniem imbiru i koniecznie już nalewkę czosnkowa (bez alkoholu na razie:). A przepis wkrótce. Powoli zmieniam również swoja dietę. Staram się jeść jesienne skarby. A zaczęłam od kabaczka w paru odsłonach. Dzisiaj będzie ta pierwsza. Kabaczek to po prostu jest dynia. Reguluje procesy trawienne, koi nerwy, zwiększa krzepliwość krwi i poprawia wzrok. PRZEPISIKI NA SMAKOŁYKIPatatas bravas z kabaczkiem-pól kabaczka (pokroić w plastry, wydrążyć środek)-dwa lub trzy pomidory (pokroić w plastry)-cebula (w plastry)-pół jabłuszka (jabłko musi być kwaskowate i miękkie, pokroić w kostkę)-ząbek czosnku i przyprawy dowolne-roztrzepane jajko (jak masz dużo warzyw to dodaj łyżeczkę maki)Warzywa (oprócz ziemniaków) wkładamy do piekarnika, pieczemy do miękkości. W miedzy czasie obrać trzy ziemniaki, pokroić w plasterki i wrzucić na ziemniaczki kładziemy upieczone warzywa i zalewamy jajkiem. Jeśli zobaczymy, ze jest ścięte zakrywamy pokrywka. Potem przewracamy patelnie na pokrywkę do góry nogami i ta odwrotna strona zsuwamy z pokrywki na patelnie (coś jak prawy do lewego a lewy do prawego:). Tak zostawiamy na około trzy minuty na patelni a potem ta strona co się smaży kładziemy na talerz (do przodu do tylu i raz dwa trzy:). W porze, kiedy mamy świeże grzyby patatas bravas (lub tarta jak kto woli- i czekam na tarte w wykonaniu Uli K. i doczekać się nie mogę:) zamiast tych warzyw możemy zrobić kurki z cebula (są suchym grzybem, wiec nie rozwala podstawy). Ojjjjj pyyyychaaaa!!!!Oczywiście możecie również zrobić ze smażoną kiełbasą, chorizo czy teraz kwestia kanadyjska. To jest nasza mimoza (zdjęcie otwierające bloga- źródło Google). Przyjechała kiedyś tam sobie z Ameryki. Może dlatego, ze przekwitają około 20go września autor miał na myśli, ze nimi jesień się zaczyna. Rośnie praktycznie wszędzie w Polsce. Jej głównymi właściwościami leczniczymi jest fakt, ze leczy drogi moczowe. Ale o tej porze roku, jest fabryka dla pszczółek. Miodek nałwlociowy jest w Polsce niestety nie doceniany. Mimozę możemy sobie tym smacznym akcentem zbliżyłam się do końca. Mam nadzieje, ze po tym odcinku pokochacie jesień. Ja jak zwykle chylę czoła Matce Naturze, bo Ona wie co robi. Rozejrzyjmy się jaki świat jest piękny i jaki mądry (czego niestety nie mogę powiedzieć o ludziach, oczywiście nie o wszystkich). Właśnie w tym czasie powinnyśmy szukać pomocy w Naturze i zacząć z Nią współpracować. Bez obrazy- żaden naukowiec nie może się z nią Was wszystkie, mam nadzieje ze macie cudowne grzybobranie i życzę smacznego!Wasza Babcia z Piekła RodemJeśli Ci się podoba mój blog, zaSUBSKRYBUJ a będziesz wiedziała kiedy będzie następny grzybów, wiewioreczki, jeżyka i pajęczynki- źródło zdjęć by za błędy w literowce bo niektórych nie mogę na stronę Babcia z Piekla Rodem na także na Instagram @babcia_z_piekla_rodem A to moja Coco, jesiennie.

Zapraszamy na jesienny wyjazd w Bieszczady pod hasłem "Mimozami jesień się zaczyna". Głównym celem wyjazdu jest trekking górski, dobra zabawa, mile
Czy rzeczywiście „mimozami jesień się zaczyna”, jak pisał Julian Tuwim? Nie do końca. Nazywane mimozą żółte drobne kwiaty, które teraz kwitną na ugorach w całej Polsce to nawłoć pospolita, która z prawdziwymi mimozami nie ma wiele wspólnego – wyjaśniają botanicy. Jak w rozmowie z PAP mówi Wiesław Gawryś, zastępca dyrektora Ogrodu Botanicznego PAN w Powsinie, mimozą nazywane są żółte kwiaty, które późnym latem i wczesną jesienią pojawiają się w całej Polsce. „Ludzie nazywają to mimozą, ale z mimozą nie ma to nic wspólnego” – podkreśla. Wyjaśnia, że roślina ta to nawłoć czy też – z łaciny – solidago. „To nie jest zresztą polska roślina, ale amerykańska” – dodaje. Nawłoć dawniej uprawiano w ogrodach, ale stamtąd roślina uciekła i opanowała nieużytki. To ona sprawia, że w Polsce późnym latem robi się na ugorach żółto. Tymczasem prawdziwa mimoza – czułek wstydliwy – ma dość drobne, różowe kwiaty w kuleczkach i wyróżnia się tym, że jej liście zwijają się natychmiast po ich dotknięciu. „W żaden sposób w naturze u nas nie występuje” – mówi botanik i wyjaśnia, że spotkać ją można tylko np. w kolekcjach roślin szklarniowych. „Jest atrakcyjna tylko z tego względu, że jej liście się kulą. Natomiast kwiaty nie mają znaczenia dekoracyjnego” – wyjaśnia. Jak dopowiada Krzysztof Kapała z Ogrodu Botanicznego UJ, czułki wstydliwe kwitną w szklarniach o różnych porach roku, niekoniecznie jesienią. „Mimoza jest bardzo wrażliwa na dotyk, a nawłoć w ogóle wrażliwa nie jest. Tępi się ją, niszczy, a ona i tak rośnie” – porównuje Wiesław Gawryś. „Jedyną zaletą nawłoci jest to, że jest bardzo miododajna” – przyznaje ekspert z ogrodu w Powsinie i zaznacza, że gdyby roślina ta kwitła nie późnym latem czy jesienią, ale wcześniej, produkcja miodu byłaby łatwiejsza. Tymczasem pod koniec sierpnia i we wrześniu pszczoły latają już słabiej, a pszczelarze o tej porze roku już zwykle nie pobierają miodu od pszczół. A od jakich innych kwiatów zaczyna się w Polsce jesień? O tej porze można już spotykać pierwsze zimowity. „To jest przepiękne, kiedy wyrastają całe połacie fioletowych kwiatów, podobnych do krokusów, tylko bez liści” – opisuje Krzysztof Kapała i zaznacza, że kwiaty te są pod całkowitą ochroną. Poza tym w Polsce środkowej jesienią spotyka się – również chroniony w naszym kraju – dziewięćsił, a w ogrodach zaczynają kwitnąć astry. Jako jeden z ostatnich zakwitnie w Polsce bluszcz, u którego kwiaty pojawiają się pod koniec września i na początku października. . PAP – Nauka w Polsce, Ludwika Tomala Źródło: Komentarze About the Author: Portal Smaki z Polski to inicjatywa na rzecz odrodzenia i popularyzacji polskiej kuchni. Publikujemy przepisy na polskie dania, porady dotyczące polskiej zdrowej żywności oraz cykle tematyczne mówiącej o historii polskiej kuchni od czasów dawnych Słowian po współczesne. Zajmujemy się również polskim rolnictwem i współpracujemy z kilkudziesięcioma producentami z całej Polski. Naszym partnerom zapewniamy nie tylko promocję w grupie docelowej, ale również możliwość sprzedaży ich produktów na naszej platformie sprzedażowo-zakupowej która jest skierowana nie tylko do klienta indywidualnego, ale również instytucjonalnego. Zajmujemy się również historią i kulturą Polski, współpracujemy z muzeami, teatrami oraz organizacjami trzeciego sektora. Nasz zespół liczy prawie 40 osób, a każda z nich ma unikatowe spojrzenie zarówno na Polskę, jak i na rodzime kulinaria. Wśród naszych członków na szczególną uwagę zasługują pisarz i dziennikarz Wiesław Kot, publicysta i pisarz Piotr Gajdziński, pisarz Witold Jabłoński oraz dziennikarka Joanna Włodarska.
Uczniowie paradowali w czerwieniach, brązach, pomarańczach i żółci. Wkrótce te barwy będziemy podziwiać w naturze. Póki co: „Żegnaj lato na rok”, a nucimy: „Mimozami jesień się zaczyna…”. Pamiętajcie każda pora roku ma swoje uroki, plusy i minusy, my szukamy tylko plusów! Cieszmy się pięknymi barwami! Iwona/ 14 września, 2020/ Aktualności, Ogólne „Mimozami jesień się zaczyna, Złotawa, krucha i miła…” – Te słowa kojarzą się z piosenką, którą śpiewał Czesław Niemen. A kto jest ich autorem? Julian Tuwim, polski poeta żydowskiego pochodzenia, pisarz, autor skeczy, librett operetkowych i tekstów piosenek, po które sięgali Hanka Ordonówna, Mieczysław Fogg, Ewa Demarczyk, Marek Grechuta, Grzegorz Turnau, Justyna Steczkowska, Michał Bajor, Janusz Radek i wielu innych. Któż nie zna twórczości Tuwima. Na niej wychowały się całe pokolenia. Obok Aleksandra Fredry, Julian Tuwim był autorem tekstów „Elementarza” Mariana Falskiego. Poeta potrafił znakomicie dobierać wyrazy, aby brzmiały jak prawdziwa lokomotywa czy odgłosy ptaków. W sposób żartobliwy odsłaniał ludzkie przywary np. w wierszach: „Słoń Trąbalski”, „Ptasie plotki”, „O Grzesiu kłamczuchu i jego cioci”, „Zosia Samosia”. A sławny Hilary do dziś podpowiada, gdzie szukać okularów. Jego twórczość nie zawsze była lekka i przyjemna. Pojawiały się też śmiałe, dosadne, pełne krytyki i brutalnej oceny społeczeństwa utwory, takie jak: „Do prostego człowieka”, który wzbudził oburzenie rządzących, „Karta z dziejów ludzkości” czy słynny „Wiersz, w którym autor grzecznie, ale stanowczo uprasza liczne zastępy bliźnich…”. Na uwagę zasługują „Kwiaty polskie”, poemat dygresyjny, który autor pisał na emigracji, jednak dzieła nie zdołał ukończyć, nawet po powrocie do Polski. Ocenzurowany tom I ukazał się tuż po wojnie. Tuwim przez całe życie zmagał się z podwójną tożsamością. Jedni uważali go za Żyda, inni za zasymilowanego Polaka. Na domiar złego miał duże znamię na lewym policzku. To wszystko powodowało, że cierpiał na depresję, fobie i czuł się odrzucony. Zmarł na atak serca w wieku 59 lat. 13 września mija 126. rocznica urodzin poety. fot. pixabay Strzałka. Mimozami jesień się zaczyna, Złotawa, krucha i miła, To ty, to ty jesteś ta dziewczyna, Która do mnie na ulicę wychodziła. Od twoich listów pachniało w sieni, Gdym wracał zdyszany ze szkoły, A po ulicach w lekkiej jesieni. Fruwały za mną jasne anioły.

Przeczy naszym wyobrażeniom o roślinach. Wystarczy lekko jej dotknąć, a natychmiast się kuli i przestraszona składa liście. Mimoza – jeszcze roślina czy już... istota rozumna? Może zastanawialiście się kiedyś, czy rośliny czują? Jak reagują, gdy odetniemy gałąź – może się boją, a może nawet nienawidzą. Bzdura? Eksperymenty uczonych dowodzą, że rośliny nie tylko reagują na doznane krzywdy, ale nawet potrafią się porozumiewać, wysyłając sobie np. sygnały o ataku szkodników i broniąc się przez wytwarzanie zniechęcających je substancji. Jednak niełatwo uwierzyć w to, czego nie widać. Zamiast studiowania naukowych teorii, proponuję spotkanie z jedną z najciekawszych przedstawicielek ziemskiej flory. Mimoza – roślina czy zwierzę? Zjawisko poruszania się roślin opisali już Grecy ponad dwa tysiące lat temu. Najprawdopodobniej chodziło o jeden z gatunków mimozy. Szczególnie widowiskowe jest zachowanie mimozy wstydliwej. Ta niepozorna roślina pochodzi z tropikalnych rejonów Ameryki. Jej imię wywodzi się od greckiego mimos i oznacza: aktor, naśladowca. W Polsce niektórzy nazywają ją czułkiem, a w innych krajach jest np. śpiącą trawką, niedotykalską lub nieśmiałą rośliną. Rzeczywiście, wydaje się uosobieniem delikatności – ma drobne pierzaste listki, lilioworóżowe kulki kwiatów kołyszące się na wątłych łodygach. Wygląd pasuje do charakteru jak ulał, bo istotka to nader bojaźliwa. Wystarczy lekkie dotknięcie, a ona już składa pierzaste listki. Często zachodzi reakcja łańcuchowa – jedne liście dają sygnał kolejnym, łodygi wiotczeją i cała roślina kuli się w okamgnieniu. Ale wystarczy pół godziny i znów „stroszy piórka”. Na dłużej zasypia o zmroku, by znów się zbudzić o świcie. Przez wieki przypuszczano, że mimoza zawdzięcza możliwość poruszania się... mięśniom i nerwom podobnym do tych, które mają zwierzęta. Dopiero w połowie XIX wieku udowodniono, że ruch ten jest spowodowany nagłym spadkiem ciśnienia w niektórych komórkach. Ale na czym dokładnie to polega? Komórki mimozy oglądane pod mikroskopem nie różnią się niczym od komórek innych roślin. A może przynajmniej wiadomo, czemu służy taka reakcja? Istnieją teorie, że to metoda obrony przed roślinożercami – mimoza wygląda na zwiędłą i łakomy zwierzak traci apetyt. Ale w końcu każdy kwiatek mógłby się zachowywać w ten sposób. Dlaczego tak nie jest? Oto kolejna zagadka. Mimoza w domu – jak ją uprawiać? Czy widzieliście kiedyś mimozę wstydliwą? Jeśli nie, to warto się wybrać do cieplarni w ogrodzie botanicznym. Kiedy zwiedzałam ją z dziećmi, to właśnie mimoza okazała się największym hitem. Maluchy wprost nie mogły się od niej oderwać. Dotykały liści, piszcząc z radości. Choć mimoza wydaje się żywą zabawką, nie wolno jej często niepokoić, gdyż traci siły. Niełatwo mieć ją na własność. Na szczęście za pomocą internetu można kupić nasiona, z których bez trudu się rozmnaża. Wcześniej warto je namoczyć przez dwadzieścia minut w wodzie podgrzanej do sześćdziesięciu stopni Celsjusza. Następnie wysiewa się je po kilka sztuk do małych pojemników. Gdy wykiełkują, trzeba wybrać najsilniejsze i przesadzić je do większych doniczek ze zwykłą ziemią. Ojczyzną mimozy jest Brazylia, dlatego roślina tak lubi słońce, ciepło, wilgoć w podłożu i wokół siebie. Wystarcza jej niezbyt żyzna ziemia (pochłania azot z powietrza, więc sama wytwarza sobie pokarm). Dobrze będzie się czuła w łazience z oknem. Nie jest długowieczna. Po wydaniu nasion zwykle zamiera. Zresztą pod każdym względem jest wrażliwa. Jak to mimoza. A jednak warto zaprosić ją do domu – to jedna z najbardziej fascynujących roślin, jakie istnieją. Odmiany mimozy i koleżanki z łąki Mimozami jesień się zaczyna... – słowa wiersza Juliana Tuwima pt. „Wspomnienie”, spopularyzowane w piosence przez Czesława Niemena, mogą nieźle zamieszać w głowie. Czyżby mimozy zaliczały się do tradycyjnych kwiatów polskich? Nic podobnego. Poeta miał na myśli nawłoć kanadyjską (Solidago canadensis), pospolitą roślinę naszych łąk. Jak jej nazwa wskazuje, przybyła do nas z Kanady i tak się zadomowiła, że jest uciążliwym chwastem. Mimo to jej złociste wiechy mają swój niepowtarzalny urok. Docenili go floryści i ostatnio, na fali mody na dzikie kwiaty, lansują nawłoć w bukietach. Jeśli zaś usłyszycie, że mimozy to drzewa rosnące na południu USA i Europy, nie bierzcie tego zbyt dosłownie. Mimosa tree to potoczna nazwa albicji (Albizia julibrissin). Przypomina mimozę wstydliwą kształtem liści, a także zwyczajem ich składania na noc. Wygląda jak ogromny parasol. Wspaniały spektakl daje latem, kiedy rozwija różowe kwiaty o słodkim, odurzającym zapachu. A może znacie jeszcze inne mimozy? Takie, które mają sztywne gałązki pokryte żółtymi kulkami kwiatów? Pochodzą z Australii i Afryki, ale popularne są też w południowej Europie. Ich kwitnące pędy można czasem kupić w kwiaciarniach. To akacje (Acacia), często zwane mimozami, bo także składają na noc liście. Krzewy te mają wiele zastosowań – ale to już inna historia. Mimoza – jak wygląda? Mimoza wstydliwa (Mimosa pudica) to roślina zielna o łodygach długości 60-100 cm, pokrytych drobnymi kolcami. Początkowo są one wyprostowane, z wiekiem zaczynają się pokładać. Kwiaty są różowofioletowe, kuliste. Mimoza w naturze zwykle dożywa kilku lat, natomiast uprawiana w doniczce przetrwa najwyżej rok. Mimoza to lek czy trucizna? Mimoza wstydliwa zawiera niestety substancje trujące (np. na Hawajach rozprzestrzeniła się odmiana toksyczna dla zwierząt), ale musielibyśmy zjeść jej ogromną ilość, żeby zaszkodziła. Natomiast w małych dawkach wykazuje działanie lecznicze: moczopędne, przeciwdepresyjnie, zmniejsza obfite miesiączki. Oficjalna medycyna dopiero bada właściwości tej rośliny, ale w ziołolecznictwie jest wykorzystywana od dawien dawna. Upodobała ją sobie zwłaszcza Ajurweda – starohinduska sztuka uzdrawiania, powstała pięć tysięcy lat temu. Mała agresorka Kto by pomyślał, że subtelna mimoza potrafi panoszyć się niczym chwast. W tropikach rozrasta się łanami – w wielu regionach została już uznana za roślinę inwazyjną. Krewni i znajomi mimozy Mimozowate (Mimosaceae) to podrodzina, do której należą zarówno mimozy, jak i akacje oraz albicje. Natomiast nawłoć czasem mylona z mimozą należy do zupełnie innej rodziny – astrowatych (Asteraceae) i nie jest w żaden sposób spokrewniona z mimozą. Tekst: Anna Karska Fotografie: East News, Medium, Mak Media/Flora Press, shutterstock, archiwum

Dopiero się zaczyna. Nazłociło się liści Że koszami wynosić, A trawa taka bujna, Aż się prosi, by kosić. To bardzo popularne, często przypominane, pożegnanie lata. A do jesieni wraca Tuwim w „Biblii cygańskiej” (z 1932 roku) wierszem „Suma jesieni”: Ręce przez okno zanurzam w jeziorze dnia i jesieni. Dreszcz po nich skacze.

Niezmiernie nam miło zaprosić miłośników twórczości Juliana Tuwima do udziału w konkursach organizowanych przez Zespół Szkół Ogólnokształcących w Sędziszowie. Na najlepszych czekają ciekawe i nietuzinkowe nagrody, a dla każdego mamy pamiątkowy Ogólnopolskiego konkursu popularyzującego twórczość Juliana Tuwima pod nazwą:Z LOKOMOTYWĄ W TLEKonkurs literacki: "MIMOZAMI JESIEŃ SIĘ ZACZYNA"Rok 2013 został ogłoszony przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej Rokiem Juliana poety towarzyszyły wielu z nas od dzieciństwa. Lokomotywa, O Grzesiu kłamczuchu i jego cioci,Okulary to tylko niektóre tytuły, do których chętnie wracamy i cytujemy. Pragnąc uczcić dokonania literackie „Czarodzieja pióra", a ponadto wielkiego miłośnika książek, organizujemy ten SZKÓŁ OGÓLNOKSZTAŁCĄCYCH W SĘDZISZOWIEPATRONAT HONOROWY:ŚWIĘTOKRZYSKI KURATOR OŚWIATYBURMISTRZ MIASTA SĘDZISZOWASAMORZĄDOWE CENTRUM KULTURY IM. JANA PAWŁA IISTOWARZYSZENIE NA RZECZ ROZWOJU OŚWIATY, KULTURY I SPORTU MIASTA I GMINY SĘDZISZÓWPATRONAT MEDIALNY:Nasza Gazeta Sędziszowska, Echo Dnia, Gazeta Jędrzejowska, Portal Telewizja internetowa ITV :– Pobudzanie aktywności twórczej dzieci i młodzieży.– Ukazanie ponadczasowych wartości wierszy Juliana Tuwima.– Popularyzacja poezji wśród młodych ludzi.– Kształtowanie poszanowania dla dorobku polskiej kultury.– Wzmacnianie poczucia tożsamości narodowej.– Nawiązanie współpracy ze szkołami.•Przystąpienie do konkursu jest równoznaczne z akceptacją treści niniejszego regulaminu i wyrażeniem zgody na przetwarzanie danych osobowych Uczestników/ Uczestniczek konkursu.• Przez podanie danych osobowych Uczestnik/ Uczestniczka, jak i jego prawni opiekunowie wyrażają zgodę na ujawnienie tych danych podczas ogłoszenia wyników Konkursu, również w mediach lokalnych i na stronach internetowych literacki pod nazwą: „Mimozami jesień się zaczyna…"tymi słowami Juliana Tuwima rozpoczyna melancholijną piosenkę Czesław Niemen. Dzięki niemu stała się utworem znanym i (odwołując się do wspomnień z dzieciństwa), czy był w Twoim życiu wiersz, który Ci się podobał lub zrobił na Tobie wrażenie lub spowodował, że o nim myślałeś/ myślałaś. Swoją wypowiedź na prace pisane wierszem lub prozą. Wypowiedź nie może liczyć więcej niż jedną stronę napisaną czcionką Times New Roman – 12; odstęp 1,5. Swoją pracę należy podpisać według wzoru: imię i nazwisko, adres i nazwa szkoły, adres mailowy UCZESTNICTWA W KONKURSIE LITERACKIM:w konkursie mogą brać udział:• uczniowie szkół podstawowych – klasy V – VI.• uczniowie gimnazjum,• uczniowie szkół każda placówka/ szkoła może nadesłać do konkursu po 3 prace w każdej kategorii adres organizatorów należy przesłać swoją pracę, która wcześniej nie była literackie należy dostarczyć do dnia 31 października 2013 r. (decyduje data stempla pocztowego)Zespół Szkół Ogólnokształcących w Sędziszowieul. T. Kościuszki 7; 28 – 340 Sędziszówz dopiskiem Konkurs KONKURSU:– Powołana przez organizatora Komisja Konkursowa dokona oceny prac oraz przyzna nagrody w poszczególnych grupach wiekowych. W jej skład wejdą: nauczyciele języka polskiego, przedstawiciel Samorządowego Centrum Kultury im. Jana Pawła II w Sędziszowie.– Wyniki Konkursu oraz termin wręczenia nagród dostępne będą na stronie: .– Przystąpienie do Konkursu jest równoznaczne z akceptacją treści niniejszego regulaminu i wyrażeniem zgody na przetwarzanie danych osobowych uczestników konkursu.– Przez podanie danych osobowych Uczestnik/ Uczestniczka, jak i jego prawni opiekunowie wyrażają zgodę na ujawnienie tych danych podczas ogłoszenia wyników konkursu, również w mediach lokalnych i na stronach internetowych organizatora.– Organizator konkursu zastrzega sobie prawo publikowania i reprodukowania prac konkursowych bez wypłacania honorariów autorskich. Nadesłane prace literackie przechodzą na własność organizatora.– Nagrodzone osoby o sposobie odebrania nagród zostaną powiadomione pocztą elektroniczną.– Nagrody zostaną wręczone podczas uroczystości środowiskowej „Z lokomotywą w tle" o terminie, której powiadomimy na stronie organizatora konkursu: .– Nieodebrane dyplomy i podziękowania zostaną przesłane zostaną nagrody:Nagroda główna Grand Prix konkursu dla pracy literackiej ufundowana przez Świętokrzyskiego Kuratora OświatyNagroda Burmistrza SędziszowaNagroda SCK im. Jana Pawła IIKażdy uczestnik konkursu otrzyma pamiątkowy dyplom z logo uczniów otrzymują podziękowanie za zaangażowanie w prac należy dołączyć dokument:(Wzór)WYKAZ PRAC LITERACKICH PRZYGOTOWANYCH W KONKURSIE POD NAZWĄ„MIMOZAMI JESIEŃ SIĘ ZACZYNA"ADRES SZKOŁYTEL. DO SZKOŁYADRES MAILOWYLICZBA PRAC Z POSZCZEGÓLNYCH GRUP WIEKOWYCHKl. V – VI Gimnazjum Szkoła ponadgimnazjalnaIMIĘ I NAZWISKO1. OPIEKUNÓW/NAUCZYCIELI:Dodatkowe informacje udzielane są: monikapo@ ; tel. ggrazyna62@ tel. kom. – 513655288Jako inspirację do prac literackich proponujemy wykorzystać następującą literaturę:1. Tuwim J., Wiersze dla dzieci, Nasza Księgarnia, Warszawa Tuwim J., Kwiaty polskie, Wydawnictwo Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek, Warszawa Tuwim J., Wiersze dla dzieci, Posiedlik, Raniowski i Spółka, Tuwim J. ,Wiersze zebrane, Wyd. Czytelnik, Warszawa 1971.* Logo konkursu wykonała Michalina Sikora ucz. Liceum Ogólnokształcącego w Sędziszowie
afxb.
  • mf6536sufx.pages.dev/334
  • mf6536sufx.pages.dev/255
  • mf6536sufx.pages.dev/128
  • mf6536sufx.pages.dev/123
  • mf6536sufx.pages.dev/152
  • mf6536sufx.pages.dev/197
  • mf6536sufx.pages.dev/336
  • mf6536sufx.pages.dev/284
  • mf6536sufx.pages.dev/210
  • mimozami jesień się zaczyna tuwim